70, 50 i 20 – ciąg Skuchy

Autor: Agata Wolna

Na zdjęciu Piotr Skucha i Krzysztof Daukszewicz
Piotr Skucha i Krzysztof Daukszewicz, fol. Lucek Cykarski/BCK

Zabawnie, trochę nostalgicznie, ale na pewno z dużą liczbą gości – świętowano 27 kwietnia w Teatrze Polskim trzy jubileusze Piotra Skuchy, satyryka, twórcy Bielskiej Sceny Kabaretowej. Był to zarazem ostatni wieczór tegorocznego 26. Festiwalu Fermenty.

 

W wypełnionym po brzegi Teatrze Polskim spotkała się publiczność dwóch kabaretowych imprez – Bielskiej Sceny Kabaretowej, która od 20 lat gości na deskach TP, oraz Fermentów, które 20 kwietnia rozpoczęły się w teatrze i 27 kwietnia tam zakończyły, oraz mnóstwo znajomych, przyjaciół jubilata Piotra Skuchy świętującego 50-lecie twórczości artystycznej i 70-lecie urodzin.

 

Ten potrójny jubileusz poprowadził zaprzyjaźniony z jubilatem satyryk, komentator absurdów naszej rzeczywistości, mistrz ciętej riposty Krzysztof Daukszewicz. Zaraz na początku wieczoru poinformował zebranych, że nie lubi słowa mistrz, ale jedna sytuacja związana z użyciem tego miana bardzo mu się spodobała: na warszawskich Powązkach, gdzie ma groby rodzinne, pewna pani powitała go słowami: Mistrzu, matko moja kochana, jak tu przyjemnie mistrza zobaczyć i to na dodatek żywego.

 

- Od razu mnie podniosło na duchu – żartował prowadzący, wprowadzając w nastrój wieczoru odczytaniem listu do hrabiego ze swojego cyklu humoresek. 

 

Sam jubilat – którego nikomu nie trzeba przedstawiać, bo jest bardzo popularnym kabareciarzem i prowadzi wiele imprez w naszym mieście i poza nim - został przedstawiony całą serią zdjęć - od pacholęcia, poprzez urodziwego młodzieńca, aż po czasy współczesne, czyli dostojne siedemdziesiąt lat.

 

- Na samym początku chciałem serdecznie państwa przeprosić. Miałem taki plan, że chciałem obchodzić wszystkie te jubileusze z daleka i nie pozwolili mi po prostu – stwierdził skromnie Piotr Skucha. – Dziękuję, że przyszliście i mam nadzieję, że nie będziecie żałować. Ale co się tutaj będzie działo, to ja nie wiem sam. Jest tu cała masa wykonawców – dodał, informując, że każdy ma trzy minuty na występ, a na wypadek przekroczeń czasowych są przygotowane żółta i czerwona kartka.

Obie kartki były w częstym użyciu tego wieczoru...

 

Jak na tak zacny jubileusz przystało, na scenie pojawili się i oficjele – prezydent Bielska-Białej Jarosław Klimaszewski, jego zastępca Adam Ruśniak, organizator Fermentów, naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej Przemysław Smyczek z kierowniczką Miejskiego Domu Kultury Stare Bielsko Martą Gancarz.

 

- Jestem tu po to, żeby uczcić te trzy wspaniałe jubileusze. Tyle lat i żadnej skuchy, to naprawdę nie w kij dmuchał – stwierdził prezydent. - Ale teraz chwila powagi. To jest finał Fermentów i nie wyobrażam sobie lepszej okazji na ten jubileusz. Może nie wszyscy wiedzą, ale akuszerem tego festiwalu był właśnie Piotr Skucha, za co Adam powinien podziękować. Muszę za niego pracować często, zwłaszcza jak są Fermenty. W imieniu mieszkańców Bielska-Białej, bo takie mam prawo, chciałem podziękować za to, co pan robi dla Bielskiej Sceny Kabaretowej. Muszę też wspomnieć o wszystkich wydarzeniach charytatywnych w naszym mieście, w tym koncertach Gramy DoBBro. Kiedy potrzeba poszukać kogoś inteligentnego, dowcipnego, jest Piotr Skucha - zakończył.

 

W imieniu Grupy Twórczej Ferment przemówił Adam Rusniak.

- Piotrze, wielkie serce mamy dla ciebie - my, organizatorzy Festiwalu Fermenty. Było wiele takich momentów, kiedy stanąłeś w odpowiednim czasie i miejscu, gdy byliśmy zagubieni. Festiwal Fermenty nie byłby tak ważny na polskiej scenie kabaretowej, gdyby nie ty, gdybyś - kiedy to było potrzebne - nie wskazał nam drogi – podkreślił Adam Ruśniak.

 

Przez scenę Teatru Polskiego przewinęła się w poniedziałkowy wieczór cała plejada artystów. Nazwisko jubilata było odmieniane przez wszystkie przypadki i znaczenia skuchy. Śpiewali dla niego aktorzy Teatru Polskiego – Marta Gzowska-Sawicka, Rafał Sawicki, Tomasz Lorek wraz ze skrzypkiem i kompozytorem Krzysztofem Maciejowskim oraz perkusistą Leszkiem Szewczugą.

 

Wystąpił stworzony przez Piotra Skuchę Kabaret TON, z którego w wielki kabaretowy świat wyszła Olga Łasak. Krzysztof Daukszewicz przyznał, że kilka lat temu Olga go uojcowiła, prosząc, by został jej ojcem. Ona sam stwierdziła, że ma teraz na scenie dwóch ojców, bo ojcem jej sukcesu kabaretowego jest z pewnością Piotr Skucha.

Tomasz Jachimek przeczytał utwór rymowany, który był czymś w rodzaju prześmiewczego toastu. Zabawną wierszowaną piosenkę zaśpiewała Iza Mikrut. Z powinszowaniami na scenie i z taśmy filmowej występowały gwiazdy polskiej sceny kabaretowej, które wielokrotnie pojawiały się na Bielskiej Scenie Kabaretowej. Odnoszono się do liczb z trzech jubileuszy – 70, 50, 20 – nazywając je swoistym ciągiem Skuchy. Jacek Borusiński z Kabaretu Mumio sumował je i odejmował, wietrząc w nich jak nie podstęp, to drugie dno. Zresztą Kabaret DNO też pojawił się w sentymentalnej Piosence z rękawa.

 

Przypomniano również techniczne wykształcenie jubilata, który jest absolwentem Wydziału Architektury Polityki Śląskiej, choć w tym zawodzie nie przepracował chyba ani chwili. Sam Piotr Skucha zaprezentował przygotowaną na egzamin z architektury katedr gotyckich dwumetrową ściągę misternie zapisaną tekstem i pokrytą miniaturowymi rysunkami. Jak przyznał, nie udało się mu je użyć podczas egzaminu z powodu czujności pilnujących asystentek, jednak szczęśliwie zdał. Ściągę trzymał wtedy między zaciśniętymi udami i po egzaminie nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Koledzy musieli go niemal wywlec z sali egzaminacyjnej, tłumacząc zaskoczonym asystentkom, że pewnie zemdlał z wrażenia.

 

Na zdjęciu Grupa Rafała Kmity
Grupa Rafała Kmity