O przejmującej historii tego miejsca wie raczej niewielu Bielszczan. Przy obecnej ulicy 11 Listopada 63b mieściła się pralnia chemiczna Pedanteria, w czasie wojny działająca na potrzeby KL Auschwitz-Birkenau, w której pracowali przywożeni na miejsce więźniowie obozu.
Właśnie o tej historii, dokładnie w tym miejscu opowiadali przez miniony weekend artyści Teatru Polskiego w cieszącym się wielkim zainteresowaniem zdarzeniu artystycznym, jakim był spektakl Pralnia Pamięci.
- Spotykamy się na podwórku, którego historia jest niezwykła, ciekawa, ale też potwornie bolesna – mówił nam przed pierwszym spotkaniem z widzami 23 stycznia dyrektor Teatru Polskiego Witold Mazurkiewicz. - Kiedy osobiście zacząłem poznawać tę historię, dzięki kilku bardzo światłym historykom miasta Bielska-Białej, to wręcz nie mogłem uwierzyć, że tyle splotów, tyle ludzkich życiorysów, ludzkich tragedii, ale też - pamiętając o czasach przedwojennych - tyle różnych tradycji i kultur mogło spotkać się w jednym miejscu. Bo przed drugą wojną światową na tym podwórku i w okolicy, obecnych było wielu znakomitych rabinów, tzw. świętych mężów. A potem przyszedł rok 1939 i tu następują te historie, które opowiadamy. To podwórko pamięta bardzo wiele. Przed wojną była tutaj pralnia Pedanteria, a w trakcie wojny tę pralnię zamieniono na pralnię oświęcimską. Niewielu Bielszczan w ogóle wie o historii tego miejsca – zauważył.
W opowieści z podwórka przy ulicy 11 Listopada 63b widz nie jest jedynie obserwatorem, a staje się współuczestnikiem. Sceną jest ograniczony budynkami, w tym dawnej Pedanterii, kwartał, do którego wchodzimy przez przysłoniętą bramę. Widzowie podążają między modlącymi się Żydami – aktorami TP i kolejnymi elementami scenografii: wielką kulą utoczoną ze skrawków obozowych listów, więziennymi pasiakami, zrzuconymi na kupę workami o kształcie ludzkich korpusów - za narratorem opowiadającym zaklętą w murach historię i małą dziewczynką w czerwonym berecie. Jak się później okaże wielką bohaterką tego miejsca.
- Od 1941 roku regularnie przyjeżdżały tu transporty – zaczyna narrator. - Przywoziły brudną bieliznę obozową i wyczerpanych, ledwo trzymających się na nogach więźniów. Każdy z nich niósł ciężkie toboły, a wraz z nimi własne wyczerpanie. Za nimi szli esesmani z bronią gotową do strzału, nawet najmniejsze opóźnienie powodowało kopnięcie czy uderzenie. Ludzie patrzyli na to ze swoich okien i byli przerażeni. Ten widok pojawiał się tutaj kilka razy w tygodniu i za każdym razem był taki sam.
Wrażenie kameralności, a co za tym idzie przejmującego działania spektaklu, potęguje fakt, że podczas każdego z dwunastu pokazów w miniony weekend widownia liczyła tylko około trzydziestu osób.
- Robimy tu instalację, happening, zdarzenie teatralne – nazwijcie to państwo jak chcecie - mówił W. Mazurkiewicz. – Pokazujemy losy, które się tu splatały - poczynając od szewca Szpyry i jego córki Jadzi (dziewczynka w czerwonym berecie przyp. red.). Pokazujemy, gdzie było mieszkanie cadyka Chaima Halberstama (rabina uznawanego za człowieka ogromnej charyzmy, społecznika i dobroczyńcę, zarówno dla Żydów, jak i chrześcijan przyp. red.) - dodał.
W piątek 23 stycznia jedną z pierwszy grup, która widziała Pralnię Pamięci była młodzież z II Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Asnyka w Bielsku-Białej.
- Taki spektakl bardzo daje do myślenia – mówiły licealistki. - My w ogóle nie wiedziałyśmy, że w naszym mieście było takie miejsce. Jesteśmy tu w ramach lekcji historii. To był świetny pomysł naszego nauczyciela, a spektakl był naprawdę przejmujący i wzruszający.
Pralnia Pamięci pozwala nie tylko poznać historię, ale ją poczuć – poprzez przejmujące udźwiękowienie połączone z żydowską modlitwą śpiewaną przez kantora, scenografię, kolory.
Od 1941 roku ciężarówki z obozu KL Auschwitz-Birkenau przyjeżdżały do Pedanterii nawet cztery razy w tygodniu. Poza żołnierzami do obsługi przywożeni byli także więźniowie. Osadzonym zaczęli pomagać okoliczni polscy mieszkańcy miasta. Historia o Pedanterii to historia mieszkającego obok pralni polskiego szewca – Józefa Szpyry i jego rodziny – żony Antoniny i 7-letniej córki Jadwisi. Szpyra, widząc latem 1942 roku wynędzniałych więźniów z workami prania, prosi małżonkę o ugotowanie dla nich ciepłej zupy. Niepilnowani więźniowie w trakcie rozładunku jedzą pozostawianą dla nich ukradkiem strawę, a resztę zabierają do ciężarówki. Jednak pomoc nie polegała tylko na karmieniu. Ogromną rolę odegrała tu 7-letnia Jadwisia. Na prośbę rodziców, pod pretekstem zabaw z piłką, dziewczynka podchodziła do pralni i ciężarówki. Wtedy więźniowie wrzucali jej do specjalnie uszytego fartuszka z głębokimi kieszeniami listy z obozu, a Szpyrowie wysyłali je później na podane adresy do rodzin. Tym samym od lata 1942 roku na tym placu dochodzi do największej wymiany informacji między obozem a światem zewnętrznym.
Pralnię Pamięci można było zobaczyć w ramach programu pierwszej Polskiej Stolicy Kultury, którą w 2026 roku jest nasze miasto. Jeśli spektakl znów pojawi się w programie, na pewno o tym poinformujemy.