Jazz, swing, muzyka etniczna

Autor: Agata Wolna

Na zdjęciu Parada Nowoorleańska
fot. materiały Bielskiej Zadymki Jazzowej

Radośnie i tanecznie zakończyła się 21 czerwca letnia odsłona 28. Bielskiej Zadymki Jazzowej – Orlen Jazz. W pierwszy dzień lata kolorowa i głośna Parada Nowoorleańska przemaszerowała przez miasto, zapraszając na finałowy koncert festiwalu na Placu Wojska Polskiego. Grała tam Original Prague Syncopated Orchestra, odbywały się pokazy szkół tanecznych Swing City Bielsko i Two To Jazz.

 

Tanecznie, ale hip-hopowo i jazzowo było na Zadymce także w piątek 19 czerwca podczas spotkania Pociąg do hip-hop jazzu. Ten wyruszył wieczorem ze Stacji Bielsko-Biała Główna do Czechowic-Dziedzic. Publiczności zmierzającej do czechowickiej Browarii towarzyszyły muzyka i taniec na dworcu, w pociągu oraz podczas koncertu. Grali zespół Gleba, DJ Michos, Renegade Brass Band i DJ Danny Drive Thru, a tańczyli młodzi artyści ze Studia Tańca 4South. W niedzielę rano zaproszono na tradycyjne już śniadanie jazzowe w Schronisku Dębowiec 520 z Kapelą Góralską Straconka.

 

To były dwa dni taneczno-jazzowe Zadymki. W sobotę 20 czerwca festiwal zaprosił swoją publiczność na wyrafinowany koncert pełen muzycznych odniesień i wspaniałych improwizacji. Na scenie ustawionej w Sali Ceremonii przy bielskim cmentarzu żydowskim w projekcie Michała Barańskiego No Return No Karma pojawili się wytrawni muzycy – lider na kontrabasie i gitarze basowej, Piotr Wojtasik na trąbce, Shachar Elnatan na gitarze, Michał Tokaj na instrumentach klawiszowych i Łukasz Żyta na perkusji. Na płycie ten projekt współtworzą też wokaliści: Aga Zaryan, Kuba Badach i Michał Rudaś (który dostał się do indyjskiego talent show). Odsłuch tej płyty odbył się w sobotę o godz. 12.00 w zaprzyjaźnionym z Zadymką HiFi Studio, a podczas koncertu w Sali Ceremonii partie wokalne wykonywali Michał Barański i Shachar Elnatan.

 

- Trwa kolejna odsłona letnia Zadymki. Dzisiaj szczególnie odczuwamy to letnie, gorące powietrze, dlatego otworzyliśmy drzwi na przestrzał – mówił w Sali Ceremonii dyrektor festiwalu Jerzy Batycki, a otwarte drzwi z widokiem na zieleń cmentarza i szarość nagrobków tylko dodały uroku scenerii koncertu. - Świeżego powietrza podczas dzisiejszego wieczoru nam nie zabraknie – dodał, mając na myśli świeżość muzycznych inspiracji.

Nawiązując do niezwykłego miejsca, w którym po raz pierwszy zorganizowano koncert Zadymki, Jerzy Batycki przypomniał, że festiwal zabierał już publiczność na tysiąc metrów nad poziom morza - do schroniska górskiego na Szyndzielni - czy na poziom 320 metrów pod ziemię - do komory badawczej numer 8 Kopalni Guido, a także do najlepszych sal koncertowych - jak sala Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach.

 

O Sali Ceremonii opowiedział widzom Zadymki pełnomocnik Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej Dariusz Gajny.

 

- To miejsce wyjątkowe, mające 151 lat historii. To jedyny budynek sakralny związany z judaizmem na terenie miasta, który przetrwał II wojnę światową. Jest wyjątkowy pod względem historycznym. Widziałem, że wielu z państwa oglądało nasze polichromie, robiło zdjęcia. Takie same polichromie znajdują się na ścianach, ale pod warstwą farby. Do 1997 roku cmentarz był cmentarzem komunalnym, a budynek pod zarządem miasta. Dopiero gdy udało się przejąć budynek, rozpoczęliśmy pierwsze prace związane z zachowaniem i ochroną tego obiektu. Polichromie, które państwo macie nad swoimi głowami, są unikatowe, wpisane do rejestru zabytków osobnym wpisem, ponieważ tego typu ornamentyka została zniszczona na terenie dawnego Cesarstwa Austro-Węgierskiego oraz Niemiec podczas nocy kryształowej. Kiedy obudowy wanno Wielką Synagogę w Berlinie, konserwatorzy właśnie do tej sali przyjeżdżali i odwzorowywali te polichromie, żeby je odtworzyć właśnie w Berlinie – mówił Dariusz Gajny.

- Społeczność żydowska w Bielsku-Białej jest nieliczna, składa się z kilkudziesięciu członków. Pod zarządem gminy żydowskiej jest 12 cmentarzy w regionie, wszystkie wpisane do rejestru zabytków, ale tylko ten jest cmentarzem czynnym i tylko ten ma czynną Salę Ceremonii, gdzie odbywają się różne wydarzenia kulturalne – koncerty, jak ten, ale także spektakle teatralne - Dziady Adama Mickiewicza czy Opowieść wigilijna – dodał pełnomocnik GWŻ, zapraszając do odwiedzenia tego obiektu, także podczas oprowadzania po cmentarzu z historykiem Jackiem Proszykiem oraz zajęć edukacyjnych w Tajemniczym Ogrodzie stworzonym na nieużywanej części cmentarza.

 

Wielowyznaniowość, wielokulturowość naszego miasta, leżącego niegdyś na pograniczu państw i zaborów - gdzie Polacy, Niemcy, Żydzi żyli razem – zainspirowała organizatorów Zadymki do zaproponowania właśnie Sali Ceremonii dla prezentacji projektu No Return, No Karma, który sięga do wielu tradycji kulturowych. Jego autorem jest Michał Barański, kontrabasista, gitarzysta basowy, ale również znakomity kompozytor, który zainteresował się hinduską muzyką rytmiczną i w to wszystko zaczął wplatać europejski jazz oraz polską muzykę ludową. To projekt niezwykłej urody muzycznej, z niepowtarzalnym nastrojem, który bardzo interesująco zabrzmiał właśnie w Sali Ceremonii.

 

Do niej odniósł się również Michał Barański.
- Interesuję się historią, lubię sprawdzać historię miejsc, w których przebywam. Pochodzę z Górnego Śląska, z Żor, jednak już od 15 ponad lat mieszkam w Warszawie na Grochowie, na Pradze Południe. Sprawdziłem ciekawą historię tej dzielnicy. Tam przetrwało wiele budynków sprzed II wojny światowej, prawobrzeżna Warszawa mniej straciła. I tam przed wojną działał żydowski kibuc. Nic po nim nie pozostało, teraz jest tam osiedle Ostrobramska. Niesamowita historia - tam pionierzy przygotowywali się do emigracji do Palestyny, Niemcy pozwolili im uprawiać rolę jeszcze przez dwa lata wojny. Potem wiadomo, jak to się skończyło, bardzo smutno – opowiadał Michał Barański. - Postanowiłem napisać o tym utwór. Shachar Elnatan zainspirował mnie instrumentem arabskim, który nazywa się ud – to rodzaj lutni. Napisałem utwór, który jest mieszanką melodii polskich, żydowskich i indyjskich. Co ciekawe, na pierwszym koncercie ta lutnia nam się złamała i podczas trasy koncertowej Shachar musiał zagrać ten utwór na gitarze. Tak zagrał, że stwierdziłem: dobra, już zostawmy tę lutnię. Logistyka jazzowa bywa bardzo trudna. Grochów kibuc - dodał.

 

Sobotni koncert był dla Michała Barańskiego również spotkaniem dobrych znajomych jazzowych i rodziny. Wystąpił z nim znakomity trębacz jazzowy Piotr Wojtasik, u którego basista miał zajęcia z improwizacji na pierwszym roku studiów w Akademii Muzycznej w Katowicach; potem grał w jego zespole. A teraz – po raz pierwszy - udało się Michałowi Barańskiemu zaprosić trębacza do jego składu. Zapowiadając tytułowy utwór z płyty No Return, No Karma, Michał Barański pokreślił, że to wyjątkowa kompozycja, zawierająca wszystkie inspiracje, które towarzyszyły kompozytorowi od początku: dom rodzinny w Żorach, studia jazzowe, zainteresowanie muzyką hinduską, polskim folklorem. Opowiedział również o swojej rodzinie - mama artysty zasiadła na widowni tego koncertu wraz z matką Shachara Elnatana. Oboje rodzice M. Barańskiego są muzykami klasycznymi - ojciec był fagocistą Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, mama pianistką. Podkreślił, że w domu słuchało się wielu gatunków muzyki - muzyki etnicznej, jazzu, ojciec artysty jest fanem Pata Metheny’ego. I to wszystko wybrzmiewa teraz w No Return, No Karma.