Noc w mieście

Autor: Jacek Kachel, Emilia Klejmont, Maria Trzeciak

Na zdjęciu modelki ze stowarzyszenia Krynolina - panie w XIX-wiecznych sukniach idą przez park
fot. Paweł Sowa/Wydział Prasowy UMBB

Ach, co to była za noc! Ponad dwadzieścia różnorodnych miejsc w mieście zaprosiło do siebie z okazji Nocy Muzeów. Tradycyjnie były wystawy, spacery, oprowadzania z przewodnikiem, ale też dyskoteka, pokazy gięcia drewna i dziewiętnastowiecznej mody czy nowoczesnych technik kryminalistycznych. Ale po kolei…

 

Okno na świat obozu KL Auschwitz

 

Noc Muzeów w Bielsku-Białej można było zacząć w sobotnie popołudnie od wysłuchania przejmującej historii budynków przy obecnej ulicy 11 Listopada 63b. W czasie wojny mieściła się tu pralnia chemiczna Pedanteria działająca na potrzeby KL Auschwitz‑Birkenau, w której pracowali przywożeni na miejsce więźniowie obozu. Osadzonym pomagali okoliczni, polscy mieszkańcy miasta.

- Historia o Pedanterii to między innymi historia mieszkającego obok pralni polskiego szewca – Józefa Szpyry i jego rodziny – żony Antoniny oraz 7‑letniej córki Jadwisi – opowiadał licznie zebranym przed Pedanterią historyk Jacek Proszyk.

Antonina gotowała więźniom ciepłą zupę, Jadwisia, pod pretekstem zabaw z piłką, podchodziła do pralni, więźniowie wrzucali jej do specjalnie uszytego fartuszka z głębokimi kieszeniami listy z obozu, a Szpyrowie wysyłali je na podane adresy.

 

Meble gięte i krynoliny w Ratuszu

 

Inaczej niż dotychczas Noc Muzeów wyglądała w bielskim Ratuszu. Budynek jak zawsze był otwarty dla zwiedzających, chętni mogli również wejść do schronu oraz tajnego tunelu ucieczkowego w Parku za Ratuszem. Natomiast w holu magistratu czekała niepowtarzalna okazja zobaczenia, jak powstają meble gięte oraz wystawa tych mebli, zarówno historycznych, jak i współczesnych – wysmakowanych, estetycznych i uniwersalnych. Pracownicy firmy Paged, która działa w okolicy naszego miasta od 1881 roku, na oczach zwiedzających obsługiwali niewielką komorę, w której drewno poddawano działaniu pary wodnej. Potem jego rozgrzane elementy umieszczali w specjalnych formach i doginali do pożądanego kształtu. Po wysuszeniu takie drewno jest twarde i stabilne.

 

- Pokazujemy tu gięcie drewna tradycyjną metodą Thonetowską, opatentowaną pod koniec dziewiętnastego wieku. Na bazie tego pomysłu powstały zakłady produkujące meble gięte. Metoda ta, stosowana w naszej firmie do dziś, pozwala w tani sposób produkować bardzo dobre, wytrzymałe, ponadczasowe meble. Obecnie w Europie jest wykorzystywana w trzech zakładach: w Czechach, w Radomsku i właśnie w naszej Jasienicy. Firma Paged zatrudnia około 200 osób i produkuje miesięcznie 8.000-10.000 krzeseł. Nasze główne rynki zbytu to Japonia, Francja, Stany Zjednoczone, Australia, ale też rynek krajowy – mówił pan Witek, jeden z pracowników Pagedu.

 

Prosto z pokazów gięcia mebli zwiedzający trafiali na pokaz mody historycznej do sali sesyjnej. Członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej i Kostiumingu Krynolina prezentowali elementy strojów minionych czasów: noszoną przez kobiety w dziewiętnastym wieku bieliznę, która więcej zakrywała niż odkrywała, obowiązkowe gorsety, stójki, suknie na krynolinach, bufiaste rękawy i stonowanie eleganckie stroje mężczyzn.

Kolejną atrakcją w magistracie był koncert AcCello Duo na akordeon i wiolonczelę.

 

Cisza i spokój

 

Ci, którzy szukali przestrzeli wyciszenia i refleksji, zaglądali tego wieczoru do Galerii Bielskiej BWA. Rozłożone na piętrze pufy zachęcały do odpoczynku wśród eksponatów wystawy Przedpokój. Herstories Pauliny Poczętej i Małgorzaty Łuczyny. W dolnej sali autor Ukorzeniania Paweł Matyszewski opowiadał o swojej sztuce.

- Wszystko, co znajduje się na wystawie, wyrasta z troski o ogród, z przyglądania się mu – mówił autor. – Mieszkam na Podlasiu, w oddalonym siedlisku, mam ogromny ogród. Bardzo wiele elementów, które są na tej wystawie - na obrazach i w rzeźbach - pochodzi właśnie z niego – zachęcał do oglądania ekspozycji.

Ci, którzy zajrzeli do Willi Sixta, mieli jedyną w roku możliwość wejścia na wieżę budynku, górującą na miejskim krajobrazem, a zwiedzanie całej willi można było podporządkować poszukiwaniu hasła do krzyżówki. Owo hasło było doskonałym podsumowaniem tego wyjątkowego wieczoru i brzmiało: Sztuka cieszy.

 

Dyskoteka, szeptuchy i starodruki

 

Prawdziwe oblężenie przeżywał oddział Książnicy Beskidzkiej - Zbiory Specjalne przy ulicy Podcienie 9. To tam, wyjątkowo z okazji Nocy Muzeów, ustawiały się kolejki do obejrzenia unikatowych starodruków i najcenniejszych kolekcji instytucji. Można było zwiedzić Muzeum Literatury im. Władysława Reymonta z przewodnikami w strojach inspirowanych Chłopami; a w piwnicy wziąć udział w warsztatach papieru czerpanego, kaligrafii i linorytu oraz tworzenia zakładek do książek z użyciem gęsiego pióra.

Zupełnie nietypowo było w Muzeum Historycznym. Oczywiście tłumy zwiedzały aktualne wystawy, ale prawdziwym hitem był zorganizowany w patio dancing z didżejem i muzyką z lat 60.-90, która sprawiała, że trudno było zejść z parkietu.

Dla żądnych wrażeń z dreszczykiem – i obeznanych z nowoczesnymi mediami - propozycję miał Punkt 11. Przygotował dwa spacery, a w ich tle miasto cieni, beskidzkie wierzenia, szeptuchy i słowiańskie demony.

 

Rozprawy i kryminologia

 

Tłoczno było też sądów w Sądzie Rejonowym przy ul. Słowackiego. Liczba zainteresowanych trochę zaskoczyła organizatorów. Wszyscy wchodzący do budynku musieli oddać torebki i plecaki do zeskanowania i przejść przez elektroniczną bramkę, ale nikogo to nie zniechęcało.

 

Do sekretariatu sądowego na drugim piętrze raz po raz zaglądali kolejni zwiedzający, by zobaczyć, jak się w takim miejscu pracowało przed laty, a jak teraz. Prócz nowoczesnych komputerów na biurkach stały stare dobre maszyny do pisania i leżały rozłożone papierowe rejestry.

 

Były wykłady dla seniorów, zajęcia dla dzieci, prezentacje zawodów prawniczych, prawnicze anegdoty i quizy. Oczywiście nie po kolei, ale jednocześnie, w różnych miejscach rozłożystego budynku sądu.

 

Nie wszyscy chętni dostali się na rozprawę karną w sprawie o zabójstwo.
- Państwo się po prostu nie zmieścicie do sali – tłumaczyła pracownica sądu i radziła zaczekać na kolejną symulację rozprawy – pt. Piękny i Bestia – wiele hałasu o rozwód.

 

Trójka młodziutkich studentów kryminalistyki krakowskiego Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej instruowała, jak uzyskać dokładny odcisk linii papilarnych na kartce.
- Proszę dotknąć dłonią karku, a potem ją położyć na papierze. Teraz proszę nabrać na pędzelek proszku z pojemnika i delikatnie go rozprowadzić na odcisku. Delikatnie, bo inaczej się rozmaże!

 

Wszyscy zgodnie twierdzili, że studia ich pasjonują, i mieli już wyrobioną opinię na temat seriali typu CSI, dzięki którym tę pasję odkryli:
- Są świetne, ale nie wszystko pokazują. Trzeba jeszcze pisać protokoły…

 

W sali obok ich wykładowca i opiekun koła naukowego Dariusz Szydłowski prezentował nowoczesne techniki kryminalistyczne. Podkreślał rolę baz danych (odciski palców, DNA, twarze), dzięki którym w Polsce wykrywa się 99 procent sprawców zabójstw. Stojąc nad miejscem zbrodni (na termicznej folii leżała kobieta z nożem wbitym w przeponę) tłumaczył, że skaner 3D, którym wkrótce będzie dysponowała bielska policja, jest w stanie w ciągu trzech minut z hakiem odtworzyć obraz zdarzenia i przeprowadzić badania pozwalające w efekcie zidentyfikować sprawcę.

 

- Bielsko-Biała jest bezpiecznym miastem – zapewniał.

 

Krzepiąco

 

W kaplicy nowego cmentarza ewangelickiego przy ul. Listopadowej z koncertem RE#NEW#SSANCE! - złożonym ze współczesnych aranżacji Psalmów Mikołaja Gomółki –występował Bielski Chór Kameralny pod dyrekcją Małgorzaty Łukasik. Na skrzypcach grał autor aranżacji Krzysztof Maciejowski.

 

Renesansowa muzyka oprawiona bogactwem współczesnych dźwięków, kojarzących się silnie z różnymi kierunkami world music, oczarowała słuchaczy. Chórzyści szeptali, pokrzykiwali, bywali rozedrganym wielogłosem albo ich głosy splatały się w jeden nurt. Tematów do refleksji dostarczały teksty psalmów w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego i słowa prowadzącego koncert Tomasza Lorka – nawiązujące do najbliższego otoczenia, czyli kaplicy i cmentarza.

Na murze nad przejściem z dziedzińca w głąb cmentarza widnieje napis: Byliśmy, czym wy jesteście. Czym my jesteśmy, wy będziecie.
- To jest zdanie o proporcjach, o tym, żeby człowiek, póki może śpiewać, wiedział, dlaczego śpiewa – mówił prowadzący. – Ten cmentarz nie epatuje, nie krzyczy, on raczej uspokaja, mówi: to wszystko nie jest tak dramatyczne, jak ci się, człowieku, wydawało. To bardzo krzepiąca myśl, że możemy śpiewać o szczęściu w miejscu, gdzie zwykle myśli się o przemijaniu.

 

Cmentarz przy ulicy Listopadowej rzeczywiście nie przytłacza - spowija go łagodna melancholia, dzięki której można docenić jego urodę. Być może to zasługa projektanta, Wiedeńczyka Hansa Myera. Opowiedziała o nim – i w gęstniejących ciemnościach oprowadziła po cmentarzu – Ewa Janoszek. Pokazała zwiedzającym arkady, w których znajdują się grobowce słynnych bielskich przemysłowców (padały nazwiska m.in. Bartelmuss, Büttner, Geppert, Josephy, Molenda, Haase, Schwabe, Starke, Steffan, Stosius, Twerdy, Zipser) z pionowymi płytami w formie portali oraz urokliwe tempietto rodziny Pieschów. Mówiła o losach Felicji Kaszowskiej-Krotowskiej, śpiewaczki operowej i kawalera Legii Honorowej, na której grób wróciła zniszczona przez złodziei metalowa plakieta z jej wizerunkiem. Więcej nie zdążyła, bo na oprowadzanie czekała kolejna, również bardzo liczna grupa zwiedzających.

 

Archiwum z Jamsem i dowodami

 

Bielski oddział Archiwum Państwowego w Katowicach przygotował na Noc Muzeów wystawę, wykład, grę sensacyjną oraz kącik dla dzieci. Przybyli mogli zrewidować swoje wyobrażenia na temat przechowywania dokumentów i poznać tajniki pracy archiwistów. Była też super okazja, aby uzyskać poradę archiwalną czy pomoc w poszukiwaniach rodzinnych i genealogicznych.

 

Najważniejszym punktem była wystawa pt. Dowody tożsamości w zasobie Archiwum Państwowego w Katowicach Oddział w Bielsku-Białej uzupełniona wykładami kustosza Michała Jarnota.

 

Miłośnicy planszówek testowali swoje umiejętności strategiczne i szczęście grając w planszówkę James Archiwista - z licencją na brakowanie. W grze archiwum stało się sceną akcji niczym z najlepszych filmów szpiegowskich - trzeba było wybierać między ryzykiem a bezpieczną ścieżką, a do tego rzut kością mógł w każdej chwili przesądzić o sukcesie lub totalnej klęsce. Uczestnicy bawili się świetnie.

 

Sekrety w Pałacyku Rosta

 

Pałacyk Rosta czyli budynek Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej tętnił życiem już od wczesnego popołudnia. Przybyli podziwiali piękno i historię zaklętą w murach pałacyku, który architekt Emanuel Rost wybudował dla swojej rodziny i firmy. W role przewodników wcielili się pracownicy biblioteki.

 

Zwracali uwagę zwiedzających na wystrój budynku, w którym późny historyzm miesza się z secesją. W gabinecie pana domu demonstrowali wielobarwne witraże okienne z motywami ptaków, intarsjowaną boazerię na której umieszczono pejzaż Białej z przełomu XIX i XX wieku z górami w tle oraz duży secesyjny kominek z niemieckim napisem: Edel sei der Mensch, hilfreich und gut (Szlachetny niech będzie człowiek, pomocny i dobry), który jest cytatem z wiersza Goethego.

 

Na przybyłych czekała też wystawa najstarszych książek będących w zbiorach Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej w Bielsku-Białej (pochodziły z lat 1799-1930) oraz wystawa kolekcjonerskich płyt winylowych czy starych ksiąg inwentarzowych.

 

Noc w Bibliotece zakończył wykład historyka Jacka Kachla pt. 7 tajemnic Bielska-Białej. W wypełnionej po brzegi sali prowadzący punkt po punkcie zdradzał sekrety miasta. Mówił, że Emanuel Rost, budując ratusz w Białej, wiele jego elementów zapożyczył z wiedeńskich budowli. Zdradzał, gdzie ukrył się pomnik czerwonoarmistów i dlaczego Maria Koterbska śpiewała o wrocławskich, a nie bielskich tramwajach. Dopełnieniem wieczoru była opowieść o lokalnej parodii masonerii, czyli o Schalraffii. Potem były długie rozmowy o dziejach miasta i odpowiedzi na liczne pytania słuchaczy.

 

Befaszczot i Witkacy

 

Noc Muzeów 2026 zainaugurowała rok 150-lecia fabryki Befaszczot, działającej nieprzerwanie od 1876 roku. W ramach jubileuszu firma zaprosiła chętnych do zobaczenie fabryki od środka. Zainteresowanie dziejami 150-letniej fabryki przerosło oczekiwania organizatorów - wszystkie grupy miały duży nadkomplet.

- Zrewitalizowane budynki oraz klimatyczny dziedziniec tworzą niepowtarzalną przestrzeń, w której historia spotyka się ze współczesnością. To rzadka okazja, by zobaczyć, jak wygląda praca w miejscu, gdzie tradycja jest nadal żywa - zachęcała menager Joanna Bierówka.

 

Specjalnie dla zwiedzających tego dnia przyszło do zakładu 25 pracowników, którzy prezentowali, jak dziś powstają szczotki i pędzle, ale też tradycyjne, ręczne metody produkcji, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Uruchomiono również stare maszyny. Przygotowano skróconą historię fabryki do pobrania. Na okolicznościowej wystawie można było zobaczyć archiwalne fotografie, katalogi z lat 30., pamiątki i materiały historyczne.

 

Gościem specjalnym każdej grupy był historyk Jacek Kachel, autor powieści Witkacego granice, w której pisał i o związkach Witkacego z naszym miastem i z bialską fabryką.

 

- Witkacy za każdy razem, gdy odwiedzał swoich przyjaciół w Białej, udawał się do fabryki szczotek i pędzli i kupował w niej potrzebne wyroby. Dzięki czemu szczotki braci Sennewaldt trafiły wprost do literatury – mówił historyk. Miał na myśli zbiór esejów Stanisława Ignacego Witkiewicza, pt. Narkotyki – Niemyte dusze, gdzie autor pisał: ...najlepsze są dla tego celu szczotki firmy Braci Sennewaldt (Bielsko, Biała Śląsk).

 

Historyk wspominał też o niezwykłej relacji Witkacego z bialską poetką Kazimierą Alberti.

 

I mimo, że próbowaliśmy dotrzeć do każdego miejsca, które przygotowało w mieście atrakcje z okazji Nocy Muzeów, nie udało się nam; pewnie Wam też nie. Przypominamy tylko, że w sobotę zapraszali do siebie również Aeroklub Bielsko-Bialski, Bielska Szkoła Przemysłowa, Centrum Edukacji Ekologicznej Ekosynteza, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Bielsku-Białej – cmentarz żydowski, Kościół św. Stanisława w Starym Bielsku, MDK Preisnerówka, MDK Stare Bielsko i Parafia Ewangelicko-Augsubrska w Starym Bielsku, Muzeum90., Muzeum Fiata 126p, Straż Graniczna, Studio Filmów Rysunkowych, a między tymi atrakcjami uczestników woziła bezpłatna linia muzealna Miejskiego Zakładu Komunikacji.