Zabawna masoneria i sztuka filmowa

Autor: Agata Wolna

Na zdjęciu Adam Ruśniak, Jacek Proszyk i Jacek Kachel
Adam Ruśniak, Jacek Proszyk i Jacek Kachel, fot. Lucjusz Cykarski/BCK

Po raz pierwszy w swojej liczącej już ponad ćwierć wieku historii Festiwal Fermenty znalazł się w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Na te szacowne deski teatralne z 135-letnią tradycją trafił za sprawą kolejnego odcinka Fabryki Sensacji Proszyk & Kachel, który znalazł się w programie tegorocznych Fermentów, a nawet je zainaugurował.

 

- Kiedy w 1999 roku organizowaliśmy pierwsze Starobielskie Spotkania Kabaretowe, przez myśl nam nie przeszło, że po 25 latach nasza impreza stanie się jednym z największych festiwali kabaretowych w kraju – stwierdził Adam Ruśniak, członek Grupy Twórczej Ferment, organizującej Fermenty, a także zastępca prezydenta Bielska-Białej. Na scenie pojawił się w żółtym smokingu z czarnymi wyłogami, bo żółty kolor to oficjalna barwa Fermentów. Przypomniał, że wyjątkowość tego festiwalu polega po pierwsze na finasowaniu z funduszy prywatnych sponsorów, po drugie – na ogromnej popularności i wsparciu lokalnej publiczności i po trzecie - na przyjaźni jego twórców z Grupy Ferment.

 

Wtórował mu Piotr Pepe Szczutowski w podobnym wdzianku i żółtej czapce: 
- Ponad ćwierć wieku temu, gdzieś w najstarszej dzielnicy, grupa przyjaciół zaczęła marzyć - chyba nie o tak wielkich rzeczach, które dzieją się dzisiaj. Ale byliśmy razem i jesteśmy przez te 26 już lat. To, co połączyło nas wtedy, jakoś do dziś jest bardzo mocne

 

- A co my właściwie tutaj dzisiaj robimy? – zadał retoryczne pytanie Adam Ruśniak. - Zaczęło się od niewinnej rozmowy z Dorotą Wiewiórą z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, która zachęciła mnie, aby w tym roku - kiedy jesteśmy Polską Stolicą Kultury - sięgnąć do wątków historycznych Bielska i Białej, zaprosić do współpracy Jacka Proszyka i Jacka Kachla, i odświeżyć ogromnie lubianą - co zresztą frekwencja dzisiaj w teatrze pokazuje - Fabrykę Sensacji Proszyk & Kachel. I za chwilę koledzy, dwaj żartownisie, opowiedzą wiele ciekawych historii z życia naszego miasta – stwierdził i zapowiedział inne festiwalowe atrakcje: - Fermenty w tym roku rozpoczynają się w Teatrze Polskim i w TP też - dokładnie za tydzień o podobnej porze - zostaną zakończone. Będzie to piękna klamra tego festiwalu i wyjątkowy wieczór Bielskiej Sceny Kabaretowej. 27 kwietnia na deskach TP obchodzone będą trzy jubileusze: twórca BSK Piotr Skucha świętuje 20 lat Bielskiej Sceny Kabaretowej na deskach Teatru Polskiego, 50 lat pracy twórczej oraz swoje 70. urodziny. Pojawią się wspaniali kabareciarze, przyjaciele artysty.

 

Po tych zapowiedziach na scenę wkroczył – również ubrany w żółtą marynarkę - gospodarz miasta, prezydent Jarosław Klimaszewski, który stwierdził dobitnie: - Tu jest trochę za wesoło! Zgłosił też kilka uwag na początek, poprawiając m.in. lapsus językowy swojego zastępcy. 
- Ale też bardzo się cieszę, bo tak jak wszystko, co się dzieje w naszym mieście w tym roku, Fermenty wpisują się w program Polskiej Stolicy Kultury. Festiwal przez te lata stał się częścią historii miasta i nie wyobrażamy sobie, żeby się nie odbywał. W tym roku wreszcie - po 26 latach - osiągnął taki poziom artystyczny, że dyrektor Witold Mazurkiewicz zgodził się przyjąć tę wesołą czeredkę w teatrze – dodał prezydent.

 

Zanim Grupa Twórcza Ferment oddała scenę TP we władanie spółki Proszyk & Kachel, poprosiła obu historyków, żeby pojawili się na scenie i nagrodziła ich statuetkami Złotego Fermenta przyznawanymi za zasługi dla festiwalu. Obaj znawcy historii Bielska-Białej otrzymali je za krzewienie w wyjątkowy sposób historii obu miast. Poza statuetkami panowie otrzymali jeszcze fermentówkę ze starobielskich cytryn.

- Nie wiem, czy państwo są świadomi, że w Starym Bielsku rosną cytryny – informował Adam Ruśniak.

- Zaraz wam powie, że wzgórze Trzy Lipki kiedyś się nazywało trzy cytrynki - obawiał się Piotr Szczutowski.

 

-  Na 51. stronie scenariusza mamy coś takiego: W imieniu wyróżnionych spontanicznie dziękuje niczego nie spodziewający się Jacek Kachel. To jest ten moment. Ale zaraz potem mamy napisane, że proszą państwo o bis – żartował historyk. Potem obaj wyróżnieni zastanawiali się, czy zejść ze sceny, żeby na nią ponownie wejść, ale w efekcie zrezygnowali i zostali już przed publicznością, żeby poprowadzić spotkanie Fabryki Sensacji Proszyk & Kachel pt. Schlaraffia reaktywacja, czyli sFERMENTowana Masoneria Bielska i Białej w filmowym sosie. Z góry zapowiedzieli, że nie odpowiadają za skutki uboczne ich projektu: Tego nie da się odzobaczyć.

 

Jak na masonerię przystało, panowie wystąpili w stosownych kostiumach. Jacek Proszyk przywdział coś będącego kombinacją czarnej togi i peleryny z koca zakończonego ozdobną wycinanką, przepasał się szarfą w kolorach miejskiej flagi, na nos założył binokle i dokleił sobie cesarsko-królewskie wąsy i bokobrody, a na piersi zawiesił medalion – podobno oryginalny znak Schlaraffii. Jacek Kachel z kolei miał radcowski frak cały w czerwonych cekinach i solidne wąsy z bokobrodami, do tego stosowne ordery i fartuch masoński. Obaj historycy na głowy założyli Stańczykowe czapki z oślimi uszami - inspiracji dostarczyły ilustracje zamieszczone w poemacie Statek głupców XV-wiecznego satyryka niemieckiego Sebastiana Branta - bo bielskiej Schlaraffii bliska była idea głupców zmierzających do ziemi obiecanej.

 

Jak tłumaczyli historycy, Schlaraffia była paramasonerią – stowarzyszeniem służącym kultywowaniu zabawy, dobrego humoru i sztuki. Jej początków należy szukać w Pradze, a założyli ją artyści wykorzystujący masońskie rekwizyty i rytuały oraz żartobliwe tytuły dla mocno zabawowych spotkań uwalniających od szarej codzienności. Symbolem Schlaraffi stała się sowa - a konkretnie puchacz – przy czym w średniowieczu sowa wcale nie kojarzyła się z mądrością, jak w tradycji greckiej, ale wręcz przeciwnie. Nasza rodzima Schlaraffia Bilitia znalazła swoja siedzibę w Hotelu Pod Czarnym Orłem, gdzie dla dobrej zabawy gromadzili się zacni mieszkańcy obu miast rozdzielonych Białą. Jak zaznaczył Jacek Kachel, te spotkania, choć w pełni ludyczne, miały też uboczny skutek socjalny - podobno suma równa tej wydanej na alkohol trafiała na fundusz potrzebujących mieszkańców.

 

Schlaraffianom przewodził Puchacz, zadowolenie i pozdrowienia wyrażali okrzykiem: Lulu, wielkie zadowolenie: Ululu. Oba te okrzyki dało się co chwilę słyszeć z ust rozbawionej publiczności. Schlaraffia posiadała również własną rachubę czasu – liczono go w latach puchaczowych

 

Jak zapowiedziano w tytule spotkania - Schlaraffia reaktywacja, czyli sFERMENTowana Masoneria Bielska i Białej w filmowym sosie – żartobliwe opowieści o rodzimych paramasonach przeplatane były równie żartobliwymi opowieściami o historii kinematografii nad Białą, a nawet filmikami udającymi te sprzed lat. Pokazana została na przykład bielska wersja Wyjścia robotników z fabryki braci bracia Auguste’a i Louisa Lumière z 1895 r. W tym filmie zobaczyliśmy prezydenta Jarosława Klimaszewskiego oraz - w roli robotników - jego zastępców Przemysława Kamińskiego i Igora Klisia oraz sekretarza miasta Michała Kłusaka i skarbnika miejskiego Dominika Pawińskiego. Za to Adam Ruśniak jako policmajster ratował z opałów pierwszą kobietę w spodniach w Bielsku – byłą radną Małgorzatę Zarębską.

 

Kachel z Proszykiem polecieli też w kosmos, gdzie ziemska delegacja spotkała się interesującym przyjęciem obcych istot. W kosmos z historykami wybrał się i Tomasz Bierówka, właściciel Befaszczotu.

 

Zabawną scenkę filmową w ogrodzie odegrali właściciel Radia Bielsko Jerzy Handzlik i satyryk Juliusz Wątroba – tego drugiego później Schlaraffia Bilitia przyjęła do swojego grona, mianując marszałkiem.

 

O tym, że od wieków nic się nie zmienia w relacjach damsko-męskich, traktowała pikantna filmowa opowieść o panach, którzy – podczas nieobecności żony jednego z nich - urządzili sobie wieczorek filmowy, nagrywając na taśmę filmową erotyczne scenki z zapoznanymi przypadkiem damami. Później niczego nieświadoma pani domu wyświetliła ten film podczas urodzinowego kinderbalu – ku zabawie dzieci i oburzeniu pań, które w męskich aktorach rozpoznały swoich mężów. To autentyczna opowieść; w wersji fabrycznej zagrały w niej radne Rady Miejskiej Bielska-Białej: Urszula Szabla, Anita Szymańska, Józia Wawak, Joanna Bojczuk z Zarządu Województwa Śląskiego, dyrektorka Regionalnego Ośrodka Kultury w Bielsku-Białej Aneta Legierska, Joanna Bierówka z Befaszczotu oraz pracownice Teatru Polskiego w Bielsku-Białej Joanna Fejkisz i Marta Radwaniak. W winowajców, czyli autorów erotycznego filmu wcielili się Jacek Proszyk i Jacek Kachel. Wszyscy aktorzy otrzymali na scenie TP Oscary.

 

Kilkoro widzów zgodziło się też wstąpić z całym rytuałem do Schlaraffii, więc jest duża szansa na to, że dobrego humoru nad Białą nam nie zabraknie.

 

Dzisiaj, 21 kwietnia o godz. 17.00 w Punkcie 11 w ramach Fermentów odbędą się nietypowe warsztaty kulinarne skupione na fermentacji – jednym z kluczowych etapów powstawania chleba – pod hasłem Dlaczego chleb FERMENTuje tak długo?. Warsztaty poprowadzi ekspert kulinarny Maksymilian Smółka. Uczestnicy porozmawiają o teorii, czyli dlaczego chleb potrzebuje czasu i co dzięki temu zyskuje, ale będzie też praktyka: wspólne pieczenie z wykorzystaniem słodu chlebowego i piwa, a potem degustacja chrupiącego pieczywa prosto z pieca – oraz dużo humoru i opowieści o zwyczajach cesarsko-królewskiej Austrii, a także naszej bielskiej kulinarnej kulturze. Warsztaty organizowane są przy współpracy Zespołu Szkół Gastronomicznych.

Cały program 26. Festiwalu Fermenty znajdziecie pod linkiem: https://bielsko-biala.pl/aktualnosc/juz-nie-tylko-kabarety oraz w PEŁNEJ KULTURZE.